• Post category:Wydarzenia

Przenika Nas żałoba i smutek jaki towarzyszy odchodzeniu i śmierci Ojca. Ksiądz Kanonik Ludwik Michalik za przyczyną Bożej Opatrzności niemal całe swoje długie Kapłańskie życie i posługiwanie ( 64 lata) związał z tym regionem, tym miejscem, z tymi ludźmi parafią, którą od jej początku organizował i budował. Często powtarzał przy różnych okazjach już jako emerytowany Proboszcz : „ Wszystko to dzięki Bogu i z Wami razem zbudowałem „.  Podkreślając z Wami i Razem.

Mówi się , że nie ma osób niezastąpionych i to często prawda. Są jednak ludzie niepowtarzalni.

Bóg daje takie osoby we właściwym czasie. To Boży ludzie – wizjonerzy, trochę szaleni, często kontrowersyjni, ale nie zniechęcający się przeciwnościami, uparci. Widzimy to z perspektywy czasu

ile było trzeba siły, zaangażowania, sprytu i przebiegłości, żeby w latach jawnej walki z Kościołem pozyskać pozwolenia, materiały na budowę i ludzi do pracy. Zapalić i nie pozwolić zgasnąć pragnieniu powstania nowej od podstaw parafii.

Zastanawiam się skąd On to miał ? 

– Na pewno z wiary  jaką przekazali mu Rodzice. Obok Nich będzie pochowany. Taka była Jego wola wyrażona w testamencie.

– Z kochającej się wielodzietnej rodziny.

– Zapewne też z podziwu dla Dyrektora swojej szkoły, który podczas wojny narażając się prowadził zajęcia z uczniami.

– Nie bez znaczenia było tez doświadczenie ciężkiej pracy fizycznej w kopalni. Przez długie lata był Kapelanem tego środowiska.

Tak się kształtowała Jego mocna wiara i siła charakteru. Dawał poczucie bezpieczeństwa. Wielu parafian mówi mi o poczuciu pustki po śmierci Kanonika. To że był,  ta świadomość, że jest, że patrzy przez okno swojego pokoju , że się tam modli za Nas, że w miarę sił od czasu do czasu uczestniczy w różnych wydarzeniach w Kościele – dawało Nam poczucie duchowego pokoju. Jak

obecność Ojca.

Znał wszystkich i wszyscy Go znali. Łączył ludzi i rodziny, niczym domownik, miał odwagę przyjść rano i zaprosić do pracy prawie prosto z łóżka. Kobiety wspominają jak łapały koguty na rosół dla robotników, a mężczyźni jak jeździli po całej Polsce za różnymi materiałami budowlanymi. Wiele historii i anegdot. Ale przecież w tym wszystkim jest coś o wiele głębszego. To opowieść o więzi sięgającej serca. Przez te długie lata pracy i życia Kanonika Ludwika powstały tu relacje prawdziwie rodzinne i chrześcijańskie i za nie chcę podziękować . Za to , że tak często słyszę we wspomnieniach „ Nasz Ludwik „ i nikt nie potrafi o Nim myśleć tutaj inaczej.

W dzisiejszych czasach to ważne świadectwo o Kapłanie.

Młodsi zapamiętają Go jako staruszka na wózku inwalidzkim, ale starsi jak wspominają nie mogli za Nim nadążyć, bo szybko maszerował na pielgrzymkach, dobrze że był wysoki i było Go widać w tłumie.

 Tak mają Boży ludzie. Zawsze jakby się spieszyli , jakby wiedzieli , że to tutaj nie potrafi nasycić człowieka, że prawdziwe spełnienie daje tylko Bóg.

Nie będę wyliczał duchowych i materialnych dzieł, których inicjatorem był Ks. Kanonik . Jest ich dużo kościelnych i społecznych.

Chcę pożegnać Ojca Parafii , którego Jestem następcą i wyrażam mu ogromną wdzięczność za wszystko co zrobił również dla Mnie przez te wspólne 8 lat. Za Jego modlitwę, życzliwość, dobre słowo, uśmiech, a kiedy miał jeszcze siłę pomoc Kapłańską, za każdą Eucharystię.

Dziękuję wszystkim Paniom z Domu Opieki Społecznej Caritas. Dziękuję lekarzom, pielęgniarkom, całemu personelowi Szpitala w Miechowie. Bóg zapłać za opiekę i za dobro okazane Księdzu Kanonikowi.

 Papież Franciszek powtarza, że historia nie może być kotwicą ale musi być korzeniem. Kotwica nie pozwala wypłynąć. Korzenie dają życiowe soki by wzrastać. Z pięknej i bogatej historii posługi i życia Księdza Kanonika Ludwika Michalika jako spadkobiercy będziemy czerpać natchnienie i inspirację w Duchu Świętym . A Ty „ Nasz Ludwiku” módl się za Nami przed Bogiem.